Przyznam, że stanęło przede mną dość trudne zadanie. Opisanie Patapona nie jest takie proste, jak mogłoby się to wydawać. Najprościej byłoby powiedzieć, że mamy tu do czynienia z połączeniem gry muzycznej oraz RPG-a ze szczyptą elementów strategicznych, ale pewnie większości z Was niewiele by to powiedziało. Wewnętrzny oddział Sony stworzył bowiem tak innowacyjny tytuł, że trudno opisać go w kilku zdaniach. W obecnych czasach, erze wtórnych sequeli, powinno to zainteresować zwłaszcza największych wyjadaczy, pochłaniających po kilka pozycji miesięcznie, znudzonych powielaniem pomysłów.
Na samym początku musimy wyjaśnić sobie najważniejszą rzecz. To nie jest nieoficjalna kontynuacja LocoRoco. Twórcy Ci sami, ale pomysł na całą rozgrywkę to już zupełnie inna para kaloszy. Tak się składa, że obie gry łączy podobna, miła, choć niezbyt skomplikowana oprawa graficzna, jednak na tym w zasadzie podobieństwa się kończą. O ile LocoRoco było idealnym tytułem dla każdego (znacie kogoś, komu by się nie spodobał?), tak Patapon raczej nie powtórzy tego wyczynu. To zdecydowanie trudniejsza pozycja, którą trzeba masterować i grzebać w ekwipunku, statystykach pomiędzy misjami. Nie jest to więc raczej tytuł dla tzw. „niedzielnych graczy”, którzy chcieliby się pobawić przez 10 minut.
Pora przejść wreszcie do opisu rozgrywki. Z czym to się je? W Patapon nie wcielacie się w żadną postać, choć spoglądając na screeny trudno w to uwierzyć. Napiszę inaczej – wcielacie się w jednego bohatera, ale nie sterujecie nim bezpośrednio. To tzw. Almighty (po naszemu – Wszechmogący), czyli czołowa postać całej armii Pataponów, która wyznacza im zadania poprzez granie na bębnach. Dziwne? Z początku tak właśnie się wydaje, ale bardzo szybko wbijecie się w rytm i trudno będzie oderwać się Wam od ekranu konsoli.
Do przejścia czeka sporo misji, w których Patapony mają jakieś questy do wypełnienia. Raz wyruszają w poszukiwaniu pożywienia, kiedy indziej należy dokopać wrogiej rasie Pataponów, albo na przykład ubić jakiegoś bossa (np. smoka, czy kraba). Na początku gracz dysponuje małą armią Pataponów – właściwie to trudno grupę kilku postaci nazwać w ogóle „armią”. W miarę progresu należy swoje wojsko rozbudowywać o kolejne jednostki, które dzielą się w zasadzie na trzy rodzaje. Pierwsi z brzegu to główni atakujący, ścierają się z wrogiem w bezpośredniej walce. Pozostali starają się atakować z daleka, na przykład rzucając włóczniami, czy strzelając z łuku. Swoją armię należy systematycznie rozbudowywać, ale i zaopatrywać w nowe rodzaje tarcz, czy broni, które poprawią właściwości drużyny.
Ok, opowiedziałem krótko o celach i naszej drużynie Pataponów, ale dalej nie dowiedzieliście się tak naprawdę na czym polega sterowanie... Jak wspomniałem na początku, sterujecie małym Almighty, który ma za zadanie posyłanie Pataponów do walki grając na bębnach. Jak to możliwe, zapytacie? W tle cały czas słychać słaby podkład muzyczny, pod który trzeba się podstosować i zagrać jedną z kilku komend. Przyciski geometryczne konsoli odpowiadają słówkom wypowiadanym przez Patapony. I tak: „kwadrat” to „PATA”, „trójkąt” to CHAKA, „kółko” to PON... Chcąc pójść do przodu należy zagrać „PATA, PATA, PATA, PON”, natomiast za atak odpowiada „PON, PON, PATA, PON”. Są jeszcze komendy odpowiadające za obronę i (zdobywana dopiero mniej więcej w połowie gry) wycofywanie się, ale nie będę Wam ich tu teraz prezentował. Ważne jest to, że słowa wypowiadane przez Patapony muszą być zgodne z rytmem w tle, co tworzy tak naprawdę piosenkę, która pozostanie w Waszej pamięci jeszcze na długo po wyłączeniu konsoli.
Z początku gra wydaje się dziecinnie prosta, ale bardzo szybko okazuje się, że wcale nie będzie łatwo. Powiem nawet więcej – Patapon to trudna pozycja, w której bardzo łatwo można się zaciąć. Często trzeba powtarzać poprzednie poziomy, by zbierać przydatne przedmioty, czy też kolekcjonować specjalne punkty, za które potem wypada powoływać do życia nowe Patapony. Prędzej czy później rozbudujecie więc swoją armię, ale nawet z podpakowanymi jednostkami nie będzie łatwo. Co więcej, często będziecie musieli kombinować jak koń pod górę, by w ogóle zorientować się, co w danym momencie trzeba zrobić, by posunąć się dalej. Trochę denerwujące jest to, że gra nie podpowiada kolejnych kroków – trzeba właściwie dochodzić do wszystkiego samemu, metodą prób i błędów.
Cała zabawa nie polega oczywiście jedynie na ciągłym atakowaniu kolejnych wrogich istot w następujących po sobie sceneriach. Czasami trzeba ruszyć głową, innym razem wywołać jeden z cudów, np. silne podmuchy wiatru, deszcz, czy trzęsienie ziemi. Sęk w tym, że by pozyskać daną umiejętność należy znowu powtarzać poziomy, więc uwierzcie, z czasem powtórki zaczynają być frustrujące. Domyślam się, że sporej grupie osób takie powtarzanie może nie przypaść do gustu. To coś w stylu walk w RPG-ach – choć wyglądają tak samo, trzeba do nich ciągle przystępować, bo inaczej nasz wojownik będzie za słaby na późniejszych przeciwników. W Patapon często należy podchodzić po kilkanaście razy do tej samej lokacji – lepiej żeby każdy z Was sobie to uzmysłowił przed rozpoczęciem zabawy. Pewnym pocieszeniem jest to, że na przykład podchodząc po raz kolejny do walki z teoretycznie tym samym bossem stajemy w szranki z lekko silniejszą jego wersją, więc wyzwanie niby jest, ale... No właśnie, „ale”.
Dobrze, że oprawa a/v jest milutka i chyba tylko dzięki temu chce się ślęczeć nad tymi samymi poziomami. Całość zrealizowana została w stylu LocoRoco, a więc oszczędnie, ale z klasą. Wszystko jest ultrapłynne, a postacie są tak pięknie animowane, że nie można od tej produkcji oderwać oczu. Muzyka, wiadomo, w końcu to ona buduje potęgę Patapona. Musi być dobra, i jest. To jest właśnie coś w stylu dawnego Parappa the Rapper – kawałki zostają w głowie jeszcze na długo po odłożeniu handhelda.
Patapon nie jest tytułem dla wszystkich. Z czystym sumieniem mogę polecić go tym, którzy nie mogą patrzeć na wtórne pozycje, które w ostatnim czasie zalewają nasz rynek, a przy tym nie zraża ich powtarzanie tych samych poziomów, by podpakować swoją drużynę. Nie jest to gra z gatunku „łatwych, prostych i przyjemnych” – pamiętajcie. To jedna z takich produkcji, które równie dobrze mogą się Wam spodobać, jak i zupełnie odrzucić. Trudna do opisania, trudno wyrokować, czy przypadnie Wam do gustu. Dobrze będzie, jeśli przed zakupem sprawdzicie demko, które Sony wypuściło przed premierą gry. Ja polecam, choć muszę przyznać, że powtórki poziomów na początku mnie trochę zniechęciły. Warto jednak się przełamać, a Patapon odpłaci się Wam bardzo ciekawą rozgrywką.
Damian "Reptile" Łukasik