
Na początek chwilka refleksji. Parę tygodni temu dla przypomnienia przed nadchodzącą trzecią częścią DMC odpaliłem sobie "jedynkę". To zadziwiające, jak wiele już wtedy Capcom wycisnął z Playstation 2. Gra, która ukazała się przecież w rok po premierze konsoli Sony (cztery lata temu!), do dzisiaj jest jedną z ładniejszych pozycji na tę platformę! Część druga lekko rozczarowała. Dalej była niezła, ale nie na skalę tej serii. Dante's Awakening miał być powrotem do korzeni, przebudzeniem autorów z letargu w jaki zapadli przy okazji DMC2. Radzę wam dobrze już teraz - przygotujcie się na wstrząs jakiego doznacie po odpaleniu tego tytułu! Zapnijcie pasy, bo Capcom spowodował istne trzęsienie ziemi!
W ciągu roku pojawia się kilkaset nowych tytułów, jednak większość z nich nie zapada zbyt głęboko w pamięć. Na szczęście bywają także perełki, które będzie się pamiętać jako gry danej generacji konsol. DMC3 jest taką właśnie pozycją. To produkt, który wynagrodzi wam każdy grosz jaki na niego wyłożycie. Jak zapewne wiecie opisywana właśnie część trzecia nie jest normalnym sequelem "dwójki". Capcom zaserwował nam bowiem małą retrospekcję prezentując wydarzenia rozgrywające się jeszcze przed DMC1. W związku z tym Dante jest odpowiednio młodszy, jego dowcipy jakby mniej dojrzałe (co nie znaczy że gorsze!), a scenerie budzą nieodparte skojarzenia z "jedynką"... W kwestii fabuły nie będę się specjalnie rozpisywał, by nie psuć wam zabawy. Niech wystarczy, że wspomnę o konflikcie rozgrywanym między głównym bohaterem, a jego bratem Vergilem (znamy go już z "jedynki", ale w DMC3 ma jeszcze "normalną" postać :). Ważną rolę odgrywa też sługa tego ostatniego - Arkham. Scenariusz jest nawet niezły, ale to nie on gra tu pierwsze skrzypce. Tym dziwniejsze pewnie wyda wam się stwierdzenie, że na kolejne filmiki przerywnikowe czekałem się jak na zbawienie...
Nie, nie chodzi tutaj o fabułę w nich przedstawianą. Raczej o genialną reżyserię, humor, muzykę, oraz moc jaka bije tutaj dosłownie w każdej sekundzie. Chyba nie ma innej gry na świecie, która miałaby równie widowiskowe przerywniki. To co tutaj się dzieje przechodzi wręcz ludzkie pojęcie! Dante jest od samego początku ufny w swe umiejętności, kpi sobie z kolejnych potworów jakie próbują go unicestwić, oraz rozprawia się z nimi w sposób, jakiego nie powstydziłby się sam Neo z Matrixa. Często też pozwala sobie na niewybredne żarty. Miło patrzy się na głównego bohatera, gdy potężny kilku-głowy pies (boss) próbuje zrobić na nim wrażenie, a Dante jak gdyby nigdy nic zaprasza go na spacer i pyta się, czy rzucić mu kostkę na zachętę :). Po prostu od początku do końca ma się wrażenie, że w nasze ręce oddany został prawdziwy "madafaka", a nie jakiś podrzędny chłopczyk z kobiecą urodą. Dużą rolę w kreowaniu całego widowiska odgrywa m.in. genialna muzyka. Gitarowe rify do starć z bossami pasują idealnie, a spokojne dźwięki towarzyszące normalnej eksploracji wspaniałych poziomów tym bardziej potęgują klimat. Już nie wspominam o udźwiękowieniu cut-scenek bo to klasa sama dla siebie. Wręcz grzechem byłoby słuchanie tego wszystkiego na słabych głośnikach.
Seria DMC zasłynęła m.in. dzięki wspaniałemu systemowi walki, który dawał takie możliwości jak nigdy wcześniej. Nikogo zatem nie powinno zdziwić, że w "trójce" to walka jest najważniejsza. Oczywiście nie brakuje także zagadek, ale w większości nie sprawiają one większych problemów i sprowadzają się do zaniesienia przedmiotu "x" w miejsce "y". Trafiają się również i bardziej wymagające questy, choć żałuję, że nie ma ich zbyt wiele... W każdym razie daleki jestem od narzekania na ten element. Jeśli zaś chodzi o walkę, to pozornie nie zmieniło się wiele. Dalej premiowane są zręczne palce. Owszem, niedzielny gracz może sobie włączyć "Easy" i próbować przejść DMC3 najprostszymi metodami. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak, gdy pozna się wszystkie tajniki systemu. Wtedy akcje pokroju: 'podbicie pokraki mieczem, "żonglowanie" jej przy pomocy pistoletów, wyskok z jednoczesnym "cięciem", i na koniec podczas spadania szybka zmiana broni i strzał z shotguna na dobranoc' stoją na porządku dziennym. Coś pięknego... No ale to znamy tak naprawdę z poprzednich części. Jak się jednak miało okazać Capcom wprowadził do systemu walki małą rewolucję dzięki zaimplementowaniu różnych "stylów" jakie wybiera się na początku każdej misji.

Po pierwsze jak pewnie zauważyliście w powyższym opisie, bronie da się zmieniać w locie. Naraz ze sobą można taszczyć jedynie po dwie sztuki zarówno broni palnej, jak i białej. Wyboru trzeba dokonać na początku etapu, lub zmienić po napotkaniu złotej klepsydry (występującej przeważnie raz na poziom). Różnego rodzaju broń palną zmienia się przy pomocy L2, natomiast te "ręczne" zabawki - R2. Wymiana jest błyskawiczna, więc można się bawić i wymyślać różne świetne akcje. W rękach dobrego gracza, DMC3 staje się prawdziwym widowiskiem...
Największą nowością są jednak style walki, jakimi można się posługiwać. Twórcy przygotowali 4 różne możliwości, w zależności od preferencji graczy: 'Trickster', 'Gunslinger', 'Swordmaster' oraz 'Royal Guard'. Trzeba przyznać, że to świetna innowacja i spore urozmaicenie w całej serii. Na początek może króciutkie wyjaśnienie co w ogóle ze wspomnianych stylów wynika... Dalej "kwadrat" to strzelanie, a "trójkąt" to cięcie bronią białą. Tutaj jednak dochodzi wykorzystanie "kółka" - on ma właśnie różne zastosowanie w zależności od wyboru poszczególnego stylu. Moim ulubionym (i pewnie 80% z was też będzie) jest 'Swordmaster', czyli doskonalenie sztuki władania bronią białą. Spluwy nie odgrywają tutaj aż tak dużej roli, natomiast priorytetem stają się różnego rodzaju miecze itp. Dochodzą więc nowe ciosy, możliwość wykonania "kołowrotka", znacznie poprawia się walka w zwarciu. Wiadomo. Ciekawy jest też 'Gunslinger'. Jak sama nazwa wskazuje najważniejsza jest tu broń palna, a więc trzymanie przeciwników na dystans. Przy pomocy "kółka" dochodzą więc różne opcje z tym związane - można m.in. strzelać z pistoletów w dwóch różnych kierunkach, co wygląda naprawdę bardzo fachowo (drugim pistoletem kieruje się przy pomocy lewej gałki). Bardzo efektowny to styl trzeba przyznać, choć ja zawsze wolałem zabawę w zwarciu ;). Na dokładkę dochodzą jeszcze dwa style - 'Trickster' i 'Royal Guard' - ale moim zdaniem są to raczej ciekawostki niż wartościowe możliwości. Ten pierwszy to wyprawianie różnego rodzaju sztuczek podczas walki. Można robić błyskawiczne uniki, czy choćby biegać po ścianach. Natomiast 'Royal Guard' polega na wykonywaniu przechwytów ciosów przeciwników, dzięki czemu można wyprowadzać zabójcze kontry. Efektowny, choć bardzo ryzykowny i trudny do okiełznania styl - raczej dla osób, które grę przechodzą z zamkniętymi oczami i mają chęć na więcej ryzyka... Jeszcze raz trzeba to podkreślić - style to naprawdę wspaniała nowość i prawdziwy cios między oczy zadany przez Capcom. A na koniec jeszcze jedna rzecz dla osób, które miały styczność z demem: w trakcie przechodzenia gry odkrywają się jeszcze 2 możliwości, o których wcześniej nikt nic nie wiedział - bullet-time oraz "rozdwojenie jaźni". Dzięki nim można wyprawiać takie cuda, że głowa mała (polecam obejrzeć stosowne video po ukończeniu gry).